Zaczynam po raz setny, a przynajmniej bardzo bym chciała.
Może nie dla jakiś konkretnych odbiorców, może tak dla siebie? W ramach pamiętnika, przemyśleń. Może i mądrych, a i niekoniecznie tych najmądrzejszych. Czy wyjdzie? Może znowu będzie tu pusto. Zresztą nie ważne, to tylko dla mnie, dla mojej pamięci.
Dzisiaj mija dokładnie 39 dzień od rozpoczęcia remontu w naszym mieszkanku.
Szczerze? Nie mogę się już doczekać końcówki!
Jednakże, jak na dwuosobową ekipę remontową (mąż + tata, czasami szwagierek z doskoku) chłopakom idzie dość sprawnie.
Zdjęć przed samym remontem niestety nie posiadam, jednak trzeba uwierzyć na słowo, że remont był konieczny!
Etap I - zaciąganie siatki klejem + wykonanie stelażu na podwieszany sufit
Etap II - podwieszanie sufitu
Okazało się, że trzeba z kuchni przejść do przedpokoju. Zalane wcześniej panele, trzeba wymienić.
Etap III - gładzie na ścianach.
Etap IV - pomalowane ściany + sufit, płytki ścienne również na swoim miejscu i oświetlenie gotowe.
Gładź w przedpokoju, ściany zagruntowane, jutro malujemy. ;)
Może jutro uda się jeszcze położyć panele? Albo chociaż położyć fugi przy płytkach?